28 sierpnia 2006

[Książka] Baltazar

Mam mieszane uczucia -- lektura dość ponura w kontekście tego, jak językiem posługiwał się Mrożek, a jak pisze Baltazar (trzymam się słów autora, wedle których tamtego człowieka -- Mrożka -- już nie ma). Język jest dość toporny -- ale tu i ówdzie trafia się perełka. Trzeba przeczytać.

Ja też uważam, że trzeba koniecznie. Przede wszystkim, znakomity zimny prysznic dla tzw. krakówka - z tej opowieści wyłania się obraz ponury, antypatyczny i ogólnie odstręczający. Ślicznie podsumował to Baltazar, natrząsając się z pomysłu utworzenia muzeum na Krupniczej 22.
Dodatkowa refleksja odnośnie tytułowej postaci - również tu został mi w oczach obraz antypatycznego mizantropa, którego naprawdę nie miałabym ochoty poznać nawet po dwóch flaszkach wódki o czwartej rano na Plantach. Intuicyjnie - zaskakujące, na logikę - logiczne, w sumie. Im więcej czytam różnych autobiografii (a odkryłam ostatnio, że lubię), tym częściej dochodzę do wniosku, że osoby pod pewnym względem wybitne przeważnie pod innymi względami okazują się dość antypatyczne. Nie potrafię podać przykładów, bo nie pisałam jeszcze wtedy bloga, więc niech ten będzie pierwszy. Ach prawda - Lem. Niemal identyczny przykład.

Brak komentarzy: