Heh. Zwykle bywa tak, że zostają białka z jajek, z którymi nie ma co zrobić - a u nas dziś na odwrót, bo tata robił obiecane od tygodni bezy i zostało pięć żółtek. Upiekliśmy zatem improwizowane kruche ciasteczka i okazało się, że są to najlepsze ciasteczka świata! Robi się tak:
5 żółtek
pół kilo mąki
kostka masła
3/4 szkl. cukru
pół łyżeczki proszku do pieczenia
No i dalej wiadomo: mąkę usiekać z masłem, dodać resztę, zagnieść, rozwałkować, wykonać ciasteczka, piec w 180° na złoty kolor.
Wersja dla dzieciatych: przed przystąpieniem do pracy zapakować dzieci w kaftany bezpieczeństwa i odstawić do szafy.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przepisy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przepisy. Pokaż wszystkie posty
13 grudnia 2009
16 lutego 2007
Ryba pod spleśniałą pierzynką
Ten przepis jakoś mi się tak wyobraził, kiedy szłam z synkiem na spacer. Rzeczywiście, pyszny wyszedł. Dla dwóch osób potrzeba do niego:
niewątpliwie ryby (obojętne jakiej, po dwa filety na głowę)
ca. 200 g szpinaku
2 ząbki czosnku
150 g gorgonzoli (lub jakiegoś podobnego sera)
kubek śmietany do ubijania (30%)
ryż
Rybę (jeśli mrożona, rozmrozić) pokroić na kawałki (żeby się wygodnie nakładało), posypać mąką i obsmażyć na złoto. Szpinak doprawić czosnkiem, solą i czym tam kto lubi - musi mieć wyraźny smak. Ser pokruszyć lub pokroić w drobną kostkę. Śmietanę ubić na sztywno i wymieszać z serem. W żaroodpornym naczyniu ułożyć warstwę szpinaku, rybę, potem przykryć to wszystko śmietaną z serem; posolić i popieprzyć. Wsadzić do pieca na jakieś 170 stopni na czas gotowania ryżu. Tłuste takie wychodzi, więc ryżu musi być sporo!
niewątpliwie ryby (obojętne jakiej, po dwa filety na głowę)
ca. 200 g szpinaku
2 ząbki czosnku
150 g gorgonzoli (lub jakiegoś podobnego sera)
kubek śmietany do ubijania (30%)
ryż
Rybę (jeśli mrożona, rozmrozić) pokroić na kawałki (żeby się wygodnie nakładało), posypać mąką i obsmażyć na złoto. Szpinak doprawić czosnkiem, solą i czym tam kto lubi - musi mieć wyraźny smak. Ser pokruszyć lub pokroić w drobną kostkę. Śmietanę ubić na sztywno i wymieszać z serem. W żaroodpornym naczyniu ułożyć warstwę szpinaku, rybę, potem przykryć to wszystko śmietaną z serem; posolić i popieprzyć. Wsadzić do pieca na jakieś 170 stopni na czas gotowania ryżu. Tłuste takie wychodzi, więc ryżu musi być sporo!
09 lutego 2007
Paprykowa carbonara
Jest to danie podpatrzone w jakimś programie kulinarnym, bodajże "Cool kochen mit Tim Malzer", ale nie wiem dokładnie. Nieco je zmodyfikowałam, więc podaję tu moją wersję (dla dwóch głodomorów albo trzech normalnych osób):
1 średnia cebula
2 czerwone papryki
6 łyżek ajvaru (czyli paprykowej pasty w słoiku; jeśli jest wybór - ostry!)
100 ml rosołu z kostki
ok. 100 g szynki w rodzaju parmeńskiej (nikt normalny nie wrzuca prawdziwej szynki parmeńskiej do sosu... ;-))(chyba że jest normalnym milionerem)
pół kubeczka słodkiej śmietany
parmezan do smaku (ze trzy łyżki)
makaron (pół paczki na dwie osoby; ja lubię taki gruby, rurki np., ale spaghetti też może być)
Postawić wodę na makaron.
Cebulę i paprykę pokroić w paski i podsmażyć na oliwie, żeby zmiękły. Dodać ajvar, rosół i pokrojoną w paski szynkę. Wymieszać i niech się dusi. (trzeba to robić na dużej patelni ew. w garnku!)
Ugotować makaron, wsypać go do patelni, wymieszać porządnie. Dolać śmietany, posypać parmezanem, wymieszać i podgrzać, żeby było gorące.
W oryginalnym przepisie do śmietany dodawali jeszcze żółtko, ale jakoś za nim nie tęsknię, więc po co...
Nie wiem, czemu my to tak lubimy, ale jest pyyyyszne! (zdjęcia nie ma: za szybko znika)
1 średnia cebula
2 czerwone papryki
6 łyżek ajvaru (czyli paprykowej pasty w słoiku; jeśli jest wybór - ostry!)
100 ml rosołu z kostki
ok. 100 g szynki w rodzaju parmeńskiej (nikt normalny nie wrzuca prawdziwej szynki parmeńskiej do sosu... ;-))(chyba że jest normalnym milionerem)
pół kubeczka słodkiej śmietany
parmezan do smaku (ze trzy łyżki)
makaron (pół paczki na dwie osoby; ja lubię taki gruby, rurki np., ale spaghetti też może być)
Postawić wodę na makaron.
Cebulę i paprykę pokroić w paski i podsmażyć na oliwie, żeby zmiękły. Dodać ajvar, rosół i pokrojoną w paski szynkę. Wymieszać i niech się dusi. (trzeba to robić na dużej patelni ew. w garnku!)
Ugotować makaron, wsypać go do patelni, wymieszać porządnie. Dolać śmietany, posypać parmezanem, wymieszać i podgrzać, żeby było gorące.
W oryginalnym przepisie do śmietany dodawali jeszcze żółtko, ale jakoś za nim nie tęsknię, więc po co...
Nie wiem, czemu my to tak lubimy, ale jest pyyyyszne! (zdjęcia nie ma: za szybko znika)
29 stycznia 2007
Pizza Weinerów krok po kroku
Ponieważ robienie pizzy jest dla nas równie naturalne, co robienie kupy, od dawna już nie zastanawiamy się nad ilością czy jakością składników (pochodzi to z czasów, kiedy cierpieliśmy na pewne, ehem, niedobory finansowe i jedliśmy wyłącznie pizzę i makaron). Ostatnio jednak dowiedziałam się, że zaczynanie przepisu od hasła "zrobić zwykłe ciasto na pizzę" to naigrywanie się z czytelników i pizzę robi się długo i skomplikowanie. Nic podobnego. Robimy pizzę, jak nie chce nam się gotować i/lub nie mamy kasy, a nasz przepis krok po kroku wygląda tak (jest to porcja dla dwóch żarłoków albo czterech normalnych osób):
Ciasto
1. Nalać 2/3 szklanki ciepłej wody, wrzucić do niej 30 g drożdży i łyżeczkę cukru; wszystko wymieszać, aż drożdże się rozpuszczą i zostawić w spokoju.
2. Włączyć grzanie w piekarniku na 50 stopni, wyjąć z niego blachę i wyłożyć ją papierem do pieczenia.
3. Wyjąć sporą miskę oraz mikser z końcówkami do ciasta (punkt ten dotyczy osób, które a. są leniwe, b. mają mikser; cała reszta wyrabia ciasto rączkami na blacie). Wsypać do rzeczonej miski 1/3 worka mąki (ok. 300-400 g), chlupnąć 3 łyżki oliwy oraz posolić.
4. Drożdże powinny już zacząć rosnąć, czyli puszczać bańki lub się pienić. Jeśli nie, poczekać, aż zaczną; jeśli tak, wlać zawartość szklanki do miski. Wyrabiać ciasto mikserem, aż zrobi się gładkie i będzie takie... ciapowate... dosypując mąki lub dolewając wody, zależy. Powinno odchodzić od ścianek miski, ale nie za bardzo. Może być też twardsze, wtedy nie przyczepia się do miski, tylko tworzy kulkę, ale miękkie ładniej i szybciej rośnie.
5. Na papier, który leży na blasze, nalać trochę oliwy i rozsmarować łapami równomiernie. Następnie tymi naoliwionymi łapami wyjąć ciasto z miski, odrywając od ścianek i formując ładną kuleczkę - z tą oliwą na rękach się nie przyczepia, mimo że jest bardzo miękkie. Wywalić je na papier i rozklepać na całości (dla tradycjonalistów: okrągła pizza jest śliczna, a prostokątna -- większa).
6. Wsadzić do pieca i wyłączyć grzałkę. Może tam siedzieć do uśmiechniętej śmierci, ale zwykle wystarczy czas, kiedy będziemy przygotowywać składniki zasadnicze.
Składniki
Podstawowym składnikiem większości pizz są sos pomidorowy i żółty ser. Kiedyś obliczyliśmy, ile kosztuje najtańsza pizza dla dwóch osób, ale już nie pamiętam. W wersji dla niezamożnych: ciasto smaruje się koncentratem pomidorowym rozcieńczonym wodą w proporcji ca. 2:1, na to wrzuca się np. pieczarki i posypuje żółtym serem. Można zrobić pizzę pt. "wiosenne porządki w twojej lodówce". Można zrobić pizzę ze szpinakiem, wtedy zamiast koncentratem p. ciasto smaruje się gęstą śmietaną (optymalnie creme fraiche), soli, pieprzy, na to daje szpinak wymieszany z czosnkiem, a na to wreszcie ser. Jak kto lubi, może posypać kostkami boczku albo szynki. Natomiast ulubiona, Dwuczęściowa Pizza Weinerów wygląda tak:
połówka nr 1
koncentrat pom., anchovis (lub krewetki), ser pleśniowy (lub camembert), mozarella, ser żółty, zioła prowansalskie
połówka nr 2
koncentrat pom., boczek, szynka, czerwona papryka (ew. cebula), mozarella, żóty ser, ostra papryka
Pizzę najlepiej piecze się w piekarniku nagrzanym na maksa, ok. 15 min. Raczej nie na termoobiegu, bo wysycha, optymalnie grzanie góra+dół.
Ot i cała skomplikowana robota.
Ciasto
1. Nalać 2/3 szklanki ciepłej wody, wrzucić do niej 30 g drożdży i łyżeczkę cukru; wszystko wymieszać, aż drożdże się rozpuszczą i zostawić w spokoju.
2. Włączyć grzanie w piekarniku na 50 stopni, wyjąć z niego blachę i wyłożyć ją papierem do pieczenia.
3. Wyjąć sporą miskę oraz mikser z końcówkami do ciasta (punkt ten dotyczy osób, które a. są leniwe, b. mają mikser; cała reszta wyrabia ciasto rączkami na blacie). Wsypać do rzeczonej miski 1/3 worka mąki (ok. 300-400 g), chlupnąć 3 łyżki oliwy oraz posolić.
4. Drożdże powinny już zacząć rosnąć, czyli puszczać bańki lub się pienić. Jeśli nie, poczekać, aż zaczną; jeśli tak, wlać zawartość szklanki do miski. Wyrabiać ciasto mikserem, aż zrobi się gładkie i będzie takie... ciapowate... dosypując mąki lub dolewając wody, zależy. Powinno odchodzić od ścianek miski, ale nie za bardzo. Może być też twardsze, wtedy nie przyczepia się do miski, tylko tworzy kulkę, ale miękkie ładniej i szybciej rośnie.
5. Na papier, który leży na blasze, nalać trochę oliwy i rozsmarować łapami równomiernie. Następnie tymi naoliwionymi łapami wyjąć ciasto z miski, odrywając od ścianek i formując ładną kuleczkę - z tą oliwą na rękach się nie przyczepia, mimo że jest bardzo miękkie. Wywalić je na papier i rozklepać na całości (dla tradycjonalistów: okrągła pizza jest śliczna, a prostokątna -- większa).
6. Wsadzić do pieca i wyłączyć grzałkę. Może tam siedzieć do uśmiechniętej śmierci, ale zwykle wystarczy czas, kiedy będziemy przygotowywać składniki zasadnicze.
Składniki
Podstawowym składnikiem większości pizz są sos pomidorowy i żółty ser. Kiedyś obliczyliśmy, ile kosztuje najtańsza pizza dla dwóch osób, ale już nie pamiętam. W wersji dla niezamożnych: ciasto smaruje się koncentratem pomidorowym rozcieńczonym wodą w proporcji ca. 2:1, na to wrzuca się np. pieczarki i posypuje żółtym serem. Można zrobić pizzę pt. "wiosenne porządki w twojej lodówce". Można zrobić pizzę ze szpinakiem, wtedy zamiast koncentratem p. ciasto smaruje się gęstą śmietaną (optymalnie creme fraiche), soli, pieprzy, na to daje szpinak wymieszany z czosnkiem, a na to wreszcie ser. Jak kto lubi, może posypać kostkami boczku albo szynki. Natomiast ulubiona, Dwuczęściowa Pizza Weinerów wygląda tak:
połówka nr 1
koncentrat pom., anchovis (lub krewetki), ser pleśniowy (lub camembert), mozarella, ser żółty, zioła prowansalskie
połówka nr 2
koncentrat pom., boczek, szynka, czerwona papryka (ew. cebula), mozarella, żóty ser, ostra papryka
Pizzę najlepiej piecze się w piekarniku nagrzanym na maksa, ok. 15 min. Raczej nie na termoobiegu, bo wysycha, optymalnie grzanie góra+dół.
Ot i cała skomplikowana robota.
02 stycznia 2007
Karmelówka

Ten przepis jest oparty o przepis na karmelówkę ze stron kobieta.gazeta.pl.
- Pierwszy etap. Garść migdałów (w skórce), rodzynek, kilka obłupanych orzechów włoskich i jedną trzecią laski wanilii zalałem 100 ml białego rumu (38%).
- Za miesiąc zamierzam zlać zaprawę, dodać karmelu, wódki i brandy, zgodnie z instrukcją z oryginalnego przepisu.
Przefiltrowaliśmy i zlaliśmy według oryginalnego przepisu. Trochę po drodze wypiliśmy. Takie dziwne było, ale zakorkowaliśmy grzecznie i poczekaliśmy następny miesiąc. Nie do wiary, ale rzeczywiście zmienia smak!! Wprawdzie nic rewelacyjnego nie wyszło -- ot, karmelówka, znaczy się alkohol smakujący karmelem -- ale i tak super, jak na krótki czas robienia się. Wszyscy mówili, że słodkie i świństwo, ale z początkowych trzech litrów zostały może dwa kieliszki... Podsumowując: nie wiem, czy warto. Jak kto lubi słodki alkohol, może i warto. Jak nie -- nie warto.
Czekamy z niecierpliwością na wino pomarańczowe. Chwilowo zajmuje nas kwestia dębowych kołków -- skąd???
31 grudnia 2006
Przetwór, czyli bakłażany na ostro
Przetwór ten robi się szybko, stoi krótko, a przyjemność wieeeelka. Otóż:
4 bakłażany (ca. 1 kg)
7 łyżeczek soli
dwie szklanki octu (balsamicznego, działa świetnie)
7 ząbków czosnku
3 ostre papryczki (w jakiejkolwiek postaci, byle sakramencko ostre)
3 łyżeczki oregano
2 szkl. oliwy z oliwek
Bakłażany pokroić w plastry (ca. 2 cm grubości), posypać solą i włożyć do miski; obciążyć deseczką i naczyniem z wodą i zostawić na 24 godziny (żeby puściły sok). Potem wyjąć z miski i osuszyć, najlepiej wkładając w papierowy ręcznik. Włożyć z powrotem do miski, zalać octem i poczekać 5 min. Znów osuszyć. Czosnek i papryczkę pokroić w plasterki (papryczkę bez pestek!). Znaleźć odpowiednie naczynie, np. duży słoik, i układać warstwami: bakłażany, czosnek z papryczką, oregano, bakłażany itd. Ugnieść, żeby uszło z nich powietrze. Zalać oliwą tak, żeby było wszystko przykryte, po czym dolać ocet balsamiczny. Zamknąć i zostawić na co najmniej trzy tygodnie.
No więc zrobiłam jw., po czym stało toto u nas rok, bo nikt nie odważył się otworzyć słoika. Kiedy już otworzyliśmy, zniknęło w tydzień, takie było pyyyyszne!!! Nadaje się jako dodatek do mięsa, do kanapek, do sałaty, krótko mówiąc: do wszystkiego, a to płynne coś znakomite jako dodatek do sałatowych sosów. Ostre jak jasna cholera i chrupie w zębach. Poza tym, słoik szpanersko wygląda :-)
4 bakłażany (ca. 1 kg)
7 łyżeczek soli
dwie szklanki octu (balsamicznego, działa świetnie)
7 ząbków czosnku
3 ostre papryczki (w jakiejkolwiek postaci, byle sakramencko ostre)
3 łyżeczki oregano
2 szkl. oliwy z oliwek
Bakłażany pokroić w plastry (ca. 2 cm grubości), posypać solą i włożyć do miski; obciążyć deseczką i naczyniem z wodą i zostawić na 24 godziny (żeby puściły sok). Potem wyjąć z miski i osuszyć, najlepiej wkładając w papierowy ręcznik. Włożyć z powrotem do miski, zalać octem i poczekać 5 min. Znów osuszyć. Czosnek i papryczkę pokroić w plasterki (papryczkę bez pestek!). Znaleźć odpowiednie naczynie, np. duży słoik, i układać warstwami: bakłażany, czosnek z papryczką, oregano, bakłażany itd. Ugnieść, żeby uszło z nich powietrze. Zalać oliwą tak, żeby było wszystko przykryte, po czym dolać ocet balsamiczny. Zamknąć i zostawić na co najmniej trzy tygodnie.
No więc zrobiłam jw., po czym stało toto u nas rok, bo nikt nie odważył się otworzyć słoika. Kiedy już otworzyliśmy, zniknęło w tydzień, takie było pyyyyszne!!! Nadaje się jako dodatek do mięsa, do kanapek, do sałaty, krótko mówiąc: do wszystkiego, a to płynne coś znakomite jako dodatek do sałatowych sosów. Ostre jak jasna cholera i chrupie w zębach. Poza tym, słoik szpanersko wygląda :-)
Pollo pepetoria, czyli kura w migdałach
Jest to przepis Soni, która ma go skądś. Dość drogi, ze względu na pinię, ale warto! Potrzeba do tego:
500 g cycków z kury
100 g migdałów (najlepiej takich w plasterkach, ale wszystko jedno)
100 g orzeszków pinii
dwie posiekane cebule
3 ząbki czosnku
troszkę mąki, soli i pieprzu
szczyptę ostrej papryki
szklankę białego wina
pół szklanki śmietany (słodkiej)
Migdały, jeśli są w skórce, wrzucić na chwilę do wrzątku, po czym obrać ze skórek. Wrzucić na patelnię bez tłuszczu i zbrązowić. To samo zrobić z orzeszkami pinii. Kurczaka pokroić w kostkę, wytarzać w mące i obsmażyć na oliwie na złoto. Cebulę zeszklić, dodać zmiażdżony czosnek, potem dodać migdały i orzeszki. Doprawić papryką i solą, zmielić. (Znakomicie sprawdza się końcówka siekająca do miksera, jeśli nie wyrabia - dodać odrobinę białego wina, na pewno nie zaszkodzi. Jak kto ma, wrzucić wszystko do malaksera i zmielić). Wrzucić w toto kurę, wino, śmietanę, i grzać na słabym ogniu ok. 20 min. Podawać z ryżem albo czym tam kto lubi, na zimno albo i na ciepło. Pycha!!!
500 g cycków z kury
100 g migdałów (najlepiej takich w plasterkach, ale wszystko jedno)
100 g orzeszków pinii
dwie posiekane cebule
3 ząbki czosnku
troszkę mąki, soli i pieprzu
szczyptę ostrej papryki
szklankę białego wina
pół szklanki śmietany (słodkiej)
Migdały, jeśli są w skórce, wrzucić na chwilę do wrzątku, po czym obrać ze skórek. Wrzucić na patelnię bez tłuszczu i zbrązowić. To samo zrobić z orzeszkami pinii. Kurczaka pokroić w kostkę, wytarzać w mące i obsmażyć na oliwie na złoto. Cebulę zeszklić, dodać zmiażdżony czosnek, potem dodać migdały i orzeszki. Doprawić papryką i solą, zmielić. (Znakomicie sprawdza się końcówka siekająca do miksera, jeśli nie wyrabia - dodać odrobinę białego wina, na pewno nie zaszkodzi. Jak kto ma, wrzucić wszystko do malaksera i zmielić). Wrzucić w toto kurę, wino, śmietanę, i grzać na słabym ogniu ok. 20 min. Podawać z ryżem albo czym tam kto lubi, na zimno albo i na ciepło. Pycha!!!
Hamburgery
Hamburgery własnej roboty nie mają wiele wspólnego z tymi serwowanymi w jednej z dużych sieci franchisingu. Bardziej przypominają coś, co serwują w takich obleśnych budkach na ulicach w Szwecji albo w dobrych restauracjach w Stanach. Są olbrzymie i ociekające tłuszczem; na ich widok wątroba składa wymówienie i szuka nowej pracy.
500g mielonego (mieszanego albo wołowego), 4 duże bułki do hamburgerów, 200g boczku wędzonego, ser żółty w Ilości Wystarczającej (cztery przyzwoite plastry), 1 cebula, ew. ogórki konserwowe, musztarda (ostra, oczywiście), keczup.
500g mielonego (mieszanego albo wołowego), 4 duże bułki do hamburgerów, 200g boczku wędzonego, ser żółty w Ilości Wystarczającej (cztery przyzwoite plastry), 1 cebula, ew. ogórki konserwowe, musztarda (ostra, oczywiście), keczup.
- boczek pokrajać na cieniutkie plasterki i przysmażyć na dość rozgrzanej patelni z odrobiną tłuszczu
- mięso przyprawić pieprzem, solą i tabasco. Podzielić na cztery części
- z mięsa robić cieniutkie placki (w czasie smażenia ściągają się i grubną), omączyć je delikatnie i smażyć na tłuszczu spod boczku. Ponieważ najczęściej nie mieszczą się w całości na patelni, smażę je po kolei
- bułki przekroić na pół, jedną część posmarować keczupem, drugą musztardą. Są dwie szkoły. Albo smaruje się musztardą doły, a keczupem góry (bułek), albo odwrotnie.
- no dolnych częściach bułek położyć kotleciki, plastry sera, boczku, cebuli, ogórków, przykryć górą od bułki.
- Hamburgery wsadzić na 15 minut do pieca nagrzanego do ok 100 stopni
Tapenada
Znów nieoceniony Herve This.
Tapenada to pasta z oliwek, anchovis i kaparów, pyszna np. na chlebie toastowym.
50 g zielonych oliwek, 50 g kaparów, 200 g czarnych oliwek, kilka (10) filetów z anchovis, 1-2 ząbki czosnku, sok z jednej cytryny.
Tapenada to pasta z oliwek, anchovis i kaparów, pyszna np. na chlebie toastowym.
50 g zielonych oliwek, 50 g kaparów, 200 g czarnych oliwek, kilka (10) filetów z anchovis, 1-2 ząbki czosnku, sok z jednej cytryny.
- Zmielić zielone oliwki z kaparami i sokiem z cytryny.
- Dodać czarne oliwki, zmielić ponownie.
- Dodać anchovis i rozgnieciony czosnek, mielić dalej.
- Stopniowo dodawać oliwę. Mielić tak długo, aż będzie dość jednorodna emulsja, nie za gęsta, ale i też nie całkiem płynna.
Wino pomarańczowe

Przepis jest z książki Herve This-Benckharda (który z bliżej mi nieznanych przyczyn po francusku publikuje jako Herve This), która się tu już pojawiała i pewno nieraz się jeszcze pojawi. Wykonanie wina zajmuje ok. roku, z którego to czasu upłynął dopiero jeden dzień, więc na razie podam przepis jak jest w książce, i na bieżąco będę dodawał modyfikacje.
- Etap pierwszy, czyli nalewka. Potrzeba: 4 gorzkie pomarańcze, jedna cytryna (wszystko niepryskane!), cynamon, goździki, alkohol (obstbrand).
- Etap drugi opiszę jednak dopiero gdy do niego dojdzie. Z grubsza, miesza się nalewkę z pięcioma flaszkami białego wina i pół kilo cukru, rozlewa do flaszek w których jest kawałek drewna dębowego (z braku dębowych antałków) i leżakuje jeszcze przez kilka miesięcy.
Umyć owoce, włożyć do butli ok. 2 litrowej, wrzucić kawałek cynamonu i ze dwa goździki, i zalać alkoholem.
Pomarańczy gorzkich (zimowych), o jakich pisze autor, chyba w Niemczech nie ma. Wzięliśmy więc czerwone pomarańcze, oczywiście z eko-sklepu.
Co do alkoholu, to w niemieckim tłumaczeniu This-Benckharda jest "Obstbrand", czyli pewnie jakikolwiek bimber z owoców. Kupiliśmy niemiecki, 38% "obstwasser" z gruszek i jabłek. Liczę na to, że sztuczny zapach tego płynu zostanie brutalnie złamany olejkami ze skórek cytrusów.
Na razie nalewka prezentuje się bardzo imponująco.
30 sierpnia 2006
Camemberty panierowane
Też łatwe, robi się w kwadrans. Camemberty mają być nieduże, możliwie płaskie. Obsmarować rozbitym jajkiem (można dodać trochę mleka). Potem obtoczyć w tartej bułce i usmażyć na wolnym ogniu. Nie powinny się przypalić, za to powinny być całkiem płynne (trzeba uważać, żeby w trakcie smażenia nie przebić skórki). Podawać z brusznicami.
Z reszty jajka i tartej bułki można zrobić kotleciki i też obsmażyć, tylko pamiętać o posoleniu i popieprzeniu (o czym notorycznie zapominam).
Z reszty jajka i tartej bułki można zrobić kotleciki i też obsmażyć, tylko pamiętać o posoleniu i popieprzeniu (o czym notorycznie zapominam).
Prosty sos serowy z pesto
Proste i szybkie.
Na patelni lub w rondlu rozpuścić 250g serka śniadaniowego typu Philadelphia (jedno opakowanie) i rozrzedzić ok. 100 g słodkiej śmietany. Dodać parę łyżek parmezanu i rozpuścić. Na koniec rozmieszać z 200 g creme fraiche i kilka łyżeczek pesto. Świetnie pasuje do np. tagliatelle. Nieprzeliczone warianty: można dodać szczypiorku, bazylii, camemberta etc., co tylko będzie w lodówce.
Na patelni lub w rondlu rozpuścić 250g serka śniadaniowego typu Philadelphia (jedno opakowanie) i rozrzedzić ok. 100 g słodkiej śmietany. Dodać parę łyżek parmezanu i rozpuścić. Na koniec rozmieszać z 200 g creme fraiche i kilka łyżeczek pesto. Świetnie pasuje do np. tagliatelle. Nieprzeliczone warianty: można dodać szczypiorku, bazylii, camemberta etc., co tylko będzie w lodówce.
Cycki z kury w śmietanie z oliwkami
Tę prostą a pyszną rzecz można zrobić zarówno z jednego cycka, jak i z pięciu kilo, więc podane proporcje są raczej orientacyjne. Można dać czegoś więcej albo czegoś mniej, to nie ma szans się nie udać. Zatem na przykład:
250 g piersi kurczaka (albo indyka, też dobrze)
100 g zielonych oliwek
czubata łyżka mąki (mniej więcej)
kubeczek słodkiej śmietany (200 g)
200 g camemberta albo brie
Cycki obsmażyć na patelni na złoto - jeśli są duże, można przeciąć wzdłuż na pół, żeby się wygodniej smażyło. Zdjąć z patelni i przełożyć do żaroodpornego naczynia, a na patelnię wrzucić pokrojone w plasterki oliwki i obsypać je mąką, mieszając. Ma to wyglądać tak, żeby a) mąka była na oliwkach wyraźnie widoczna, b) wciągnęła w siebie to, co wysmażyło się z kury i zostawiła suchą patelnię. W tej postaci obsmażać omączone oliwki tak, żeby mąka na nich zbrązowiała - to tylko wygląda, jakby się przypalało. Zalać toto śmietanką i chwilę pogotować, mieszając. Sos powinien zrobić się wyraźnie gęstszy, jeśli nie jest - dosypać mąki. Zalać tym kurę w naczyniu, a na wierzchu położyć pokrojony w plastry ser. Wsadzić do pieca na 175 stopni na jakieś 15 - 20 min., aż ser się zrobi złotawy. Smakuje pysznie z ryżem, kaszą albo kuskusem, raczej nie z ziemniakami.
Wariant mega-elegancki: polędwica wieprzowa + czarne oliwki. Też pyszne.
250 g piersi kurczaka (albo indyka, też dobrze)
100 g zielonych oliwek
czubata łyżka mąki (mniej więcej)
kubeczek słodkiej śmietany (200 g)
200 g camemberta albo brie
Cycki obsmażyć na patelni na złoto - jeśli są duże, można przeciąć wzdłuż na pół, żeby się wygodniej smażyło. Zdjąć z patelni i przełożyć do żaroodpornego naczynia, a na patelnię wrzucić pokrojone w plasterki oliwki i obsypać je mąką, mieszając. Ma to wyglądać tak, żeby a) mąka była na oliwkach wyraźnie widoczna, b) wciągnęła w siebie to, co wysmażyło się z kury i zostawiła suchą patelnię. W tej postaci obsmażać omączone oliwki tak, żeby mąka na nich zbrązowiała - to tylko wygląda, jakby się przypalało. Zalać toto śmietanką i chwilę pogotować, mieszając. Sos powinien zrobić się wyraźnie gęstszy, jeśli nie jest - dosypać mąki. Zalać tym kurę w naczyniu, a na wierzchu położyć pokrojony w plastry ser. Wsadzić do pieca na 175 stopni na jakieś 15 - 20 min., aż ser się zrobi złotawy. Smakuje pysznie z ryżem, kaszą albo kuskusem, raczej nie z ziemniakami.
Wariant mega-elegancki: polędwica wieprzowa + czarne oliwki. Też pyszne.
28 sierpnia 2006
Gicz cielęca w sosie z białego wina

To chyba dość niemieckie danie.
Przepis na dwa plastry - dla dwóch osób. Czas przygotowania: trzy kwadranse. Łatwe.
Plastry giczy (grube mniej więcej na cal, takie jak na obrazku) posolić i popieprzyć, po czym obsmażyć na gorącym tłuszczu. Wrzucić pokrajane w plastry dwie cebule i przyrumienić. Wlać ca. 150 ml białego wina (albo lepiej, nie zaszkodzi) i niewielką garść rodzynków, uprzednio namoczonych w wodzie(*). Przykryć i dusić pod przykryciem pół godziny na małym ogniu. Dodać pół kubeczka słodkiej śmietany, a jeśli chce się trochę gęstszego sosu -- sosenbindera (jak to, do cholery, jest po polsku?) (...może zagęszczacz do sosów..?) albo mąki. Dusić jeszcze 10 minut. Podawać z ziemniakami i winem (najlepiej tym, którego użyło się do sosu).
Mięso wyszło mniej delikatne, niż oczekiwaliśmy. Sos ma Potencjał. A ja odkryłem, że lubię szpik - przypomina w smaku nerkówkę. "Byle nie myśleć", jak mówił Kwarcowy (z Lema) i nie zastanawiać się, jak to wygląda i co to jest. No i nie za dużo.
(*) big haha! jeśli cebulka już gotowa, a rodzynki jeszcze w plastikowym woreczku
27 sierpnia 2006
Pizza z pesto i pomidorami
Prosty, a fajny pomysł.
Zrobić zwykłe ciasto na pizzę. Rozwałkować i posmarować pesto. Położyć na to pomidory - oskórowane i bez pestek (sam miąższ, możliwie suchy, bo inaczej będzie wszystko pływać). Na pomidory -- pokrajaną w plastry mozarellę (sporo). Całość polać oliwą i posypać ziółkami wedle gustu (np. oregano albo zioła prowansalskie). Wsadzić na piętnaście minut do piekarnika rozgrzanego do maksimum.
W gruncie rzeczy smakowo przypomina to prawdziwą pizzę margaritę. Nie mam na myśli pizzy posmarowanej sosem pomidorowym i posypanej sproszkowanym ementalerem. Do tej pizzy używa się świeżych pomidorów, mozarelli i świeżej bazylii, wszystko razem polane oliwą z oliwek -- podobno na cześć królowej Małgorzaty, pizza ma być w kolorach włoskiej flagi. Mówią, iż Małgorzata odwiedziła Neapol w 1889 roku. Zapewne wraz z mężem późnym wieczorem dotarli do hotelu, i rzuciwszy się na kanapę przed telewizorem, zamówili pizzę na telefon. Traf chciał, że numer telefonu na świstku wsuniętym pod drzwi ("do każdego zamówienia powyżej 10 lirów jeden absynt gratis") należał do słynnego pizzaiuolo Raffaele Esposito. Ten zorientował się, że umiejętne potraktowanie królewskiej pary i wykorzystanie sposobności w celach marketingowych zapewni mu nieśmiertelność, w każdym razie w niemieckich książkach kucharskich i na niektórych stronach internetowych. Parze królewskiej pizza niezwykle smakowała (nie mieli wyjścia, pizza była w kolorach Włoch, we Włoszech różne rzeczy się działy, gdyby królowi nie smakowała zielono-biało-czerwona pizza, mogłoby by się zrobić nieprzyjemnie). List z podziękowaniami ponoć do dziś wisi w Pizzeria Brandi w Neapolu.
Zrobić zwykłe ciasto na pizzę. Rozwałkować i posmarować pesto. Położyć na to pomidory - oskórowane i bez pestek (sam miąższ, możliwie suchy, bo inaczej będzie wszystko pływać). Na pomidory -- pokrajaną w plastry mozarellę (sporo). Całość polać oliwą i posypać ziółkami wedle gustu (np. oregano albo zioła prowansalskie). Wsadzić na piętnaście minut do piekarnika rozgrzanego do maksimum.
W gruncie rzeczy smakowo przypomina to prawdziwą pizzę margaritę. Nie mam na myśli pizzy posmarowanej sosem pomidorowym i posypanej sproszkowanym ementalerem. Do tej pizzy używa się świeżych pomidorów, mozarelli i świeżej bazylii, wszystko razem polane oliwą z oliwek -- podobno na cześć królowej Małgorzaty, pizza ma być w kolorach włoskiej flagi. Mówią, iż Małgorzata odwiedziła Neapol w 1889 roku. Zapewne wraz z mężem późnym wieczorem dotarli do hotelu, i rzuciwszy się na kanapę przed telewizorem, zamówili pizzę na telefon. Traf chciał, że numer telefonu na świstku wsuniętym pod drzwi ("do każdego zamówienia powyżej 10 lirów jeden absynt gratis") należał do słynnego pizzaiuolo Raffaele Esposito. Ten zorientował się, że umiejętne potraktowanie królewskiej pary i wykorzystanie sposobności w celach marketingowych zapewni mu nieśmiertelność, w każdym razie w niemieckich książkach kucharskich i na niektórych stronach internetowych. Parze królewskiej pizza niezwykle smakowała (nie mieli wyjścia, pizza była w kolorach Włoch, we Włoszech różne rzeczy się działy, gdyby królowi nie smakowała zielono-biało-czerwona pizza, mogłoby by się zrobić nieprzyjemnie). List z podziękowaniami ponoć do dziś wisi w Pizzeria Brandi w Neapolu.
21 sierpnia 2006
Ryż z krewetkami i pomidorami
Dla dwóch osób:
100 g boczku w cienkich plasterkach
1 cebula
1 MAŁA papryczka piri-piri
125 gramów ryżu (woreczek)
400 g pomidorów z puszki
oregano, zioła prowansalskie, sól, pieprz
200 ml rosołu (z kostki)
100 g gotowanej szynki
200 g mrożonych, dużych krewetek (z ogonami, ale obranych)
Plastry boczku usmażyć na patelni, wyjąć. Dodać trochę oleju, jeśli wytopiło się za mało tłuszczu. Wrzucić pokrojoną w kostkę cebulkę i drobniutko posiekaną papryczkę (bez pestek). Kiedy cebula się zeszkli, wrzucić ryż (surowy), przyprawić ziołami, solą i pieprzem i podprażyć. Dodać zmiażdżony ząbek czosnku. Pomidory posiekać, wlać do ryżu razem z płynem spod pomidorów i rosołem. Zagotować i zmniejszyć ogień. Podgotowywać ok. 10 minut, tak, żeby ryż zmiękł, w razie potrzeby dolać jeszcze wody. Wrzucić szynkę, krewetki, boczek i trzymać na ogniu jeszcze 10 minut.
Jedzenie wyszło dobre, chociaż dodałem dwie piri-piri. Powiedzieć, że papryczki zabiły smak potrawy, to nic nie powiedzieć. One obcięły mu głowę, rozpruły brzuch, owinęły się wnętrznościami i zatańczyły na jego grobie. Przez smak papryczek bezsilnie usiłował przedostać się czosnek (udało mu się dopiero następnego dnia -- dałem dwa duże ząbki). Na szczęście, krewetki nie były do końca przesiąknięte papryczkami. Boczek i szynka natomiast zginęły bez śladu.
Z poprawką na ilość piri-piri (ew. zwykłe ostre papryczki zamiast piri-piri. Na słoiczkach piri piri powinny być takie specjalne pomarańczowe plakietki. Tabasco w porównaniu z nimi to sól fizjologiczna) całkiem niezła potrawa.
100 g boczku w cienkich plasterkach
1 cebula
1 MAŁA papryczka piri-piri
125 gramów ryżu (woreczek)
400 g pomidorów z puszki
oregano, zioła prowansalskie, sól, pieprz
200 ml rosołu (z kostki)
100 g gotowanej szynki
200 g mrożonych, dużych krewetek (z ogonami, ale obranych)
Plastry boczku usmażyć na patelni, wyjąć. Dodać trochę oleju, jeśli wytopiło się za mało tłuszczu. Wrzucić pokrojoną w kostkę cebulkę i drobniutko posiekaną papryczkę (bez pestek). Kiedy cebula się zeszkli, wrzucić ryż (surowy), przyprawić ziołami, solą i pieprzem i podprażyć. Dodać zmiażdżony ząbek czosnku. Pomidory posiekać, wlać do ryżu razem z płynem spod pomidorów i rosołem. Zagotować i zmniejszyć ogień. Podgotowywać ok. 10 minut, tak, żeby ryż zmiękł, w razie potrzeby dolać jeszcze wody. Wrzucić szynkę, krewetki, boczek i trzymać na ogniu jeszcze 10 minut.
Jedzenie wyszło dobre, chociaż dodałem dwie piri-piri. Powiedzieć, że papryczki zabiły smak potrawy, to nic nie powiedzieć. One obcięły mu głowę, rozpruły brzuch, owinęły się wnętrznościami i zatańczyły na jego grobie. Przez smak papryczek bezsilnie usiłował przedostać się czosnek (udało mu się dopiero następnego dnia -- dałem dwa duże ząbki). Na szczęście, krewetki nie były do końca przesiąknięte papryczkami. Boczek i szynka natomiast zginęły bez śladu.
Z poprawką na ilość piri-piri (ew. zwykłe ostre papryczki zamiast piri-piri. Na słoiczkach piri piri powinny być takie specjalne pomarańczowe plakietki. Tabasco w porównaniu z nimi to sól fizjologiczna) całkiem niezła potrawa.
20 sierpnia 2006
Ciasteczka z płatków owsianych
Są pyszne i łatwo się je robi - brudzi się tylko jedna miska, a pieką się szybciutko. No i są baaardzo zdrowe :-)
175 płatków owsianych (drobnych)
200 g klarowanego masła (po niemiecku: Butterschmalz)
150 g cukru
1 cukier waniliowy
75 mielonych orzechów
125 g mąki
płaska łyżeczka proszku do pieczenia
1-2 łyżki śmietanki
Masło roztopić i zostawić do przestudzenia.
Sypkie składniki wymieszać w misce.
Zalać je masłem i śmietanką i wyrobić (mikserem albo ręcami) na w miarę gładką masę. Odstawić na 2 godz. w chłodne miejsce.
Wyrabiać rękami kulki wielkości orzechów włoskich i lekko spłaszczone układać na blasze - w odstępach 2 cm; rosną! Piec 10-15 min. w 180 stopniach.
175 płatków owsianych (drobnych)
200 g klarowanego masła (po niemiecku: Butterschmalz)
150 g cukru
1 cukier waniliowy
75 mielonych orzechów
125 g mąki
płaska łyżeczka proszku do pieczenia
1-2 łyżki śmietanki
Masło roztopić i zostawić do przestudzenia.
Sypkie składniki wymieszać w misce.
Zalać je masłem i śmietanką i wyrobić (mikserem albo ręcami) na w miarę gładką masę. Odstawić na 2 godz. w chłodne miejsce.
Wyrabiać rękami kulki wielkości orzechów włoskich i lekko spłaszczone układać na blasze - w odstępach 2 cm; rosną! Piec 10-15 min. w 180 stopniach.
Bania z ginem i angosturą
2 części ginu
1 część białego rumu
2 krople angostury
ćwiartka cytryny
Doooobre
1 część białego rumu
2 krople angostury
ćwiartka cytryny
Doooobre
Klopsiki w sosie kaparkowym
100 g chleba tostowego (albo pszennej bułki)
1/8 l mleka
1/2 kg mielonego (mieszanego)
2 cebule
2 jajka
30 g pasty z Anchovis
łyżka kaparów
Do sosu:
3/4 l rosołu (z kostki)
1/4 l białego wina
cytryna (niepryskana)
6 łyżek takiego czegoś do robienia sosów -- nie wiem, jak jest po polsku, po niemiecku nazywa się Sossenbinder, albo mąki do zagęszczenia sosu
1 żółtko
60 g creme fraiche
50 g kaparów
łyżeczka pasty z anchovis
cukier
1. Zrobić masę na klopsiki z mięsa, chleba tostowego namoczonego w mleku, pokrojonej w kosteczkę cebuli, jajek i pasty z anchovis. Posiekać kaparki i dodać do masy.
2. Zmieszać rosół i białe wino, dodać pokrojoną w plastry połówkę cytryny (nie obierać). Zagotować i włożyć masę w postaci 12 klopsików (powinny być przykryte płynem). Na małym ogniu trzymać 20 minut.
3. Wyjąć klopsiki, wyrzucić plastry cytryny (klopsików proszę nie wyrzucać) i dodać sosenbindera; zagotować i zmniejszyć ogień. Zmieszać żółtko i creme fraiche, dodać do sosu (sos nie powinien się gotować, bo się zetnie). Dodać kapary, sok z cytryny, pastę z anchovis i doprawić do smaku cukrem.
Wychodzi z tego coś nasuwającego skojarzenia z komunistyczną stołówką, ale smakuje całkiem nieźle. Może oczekiwaliśmy czegoś bardziej wysublimowanego, ale i tak dobre. Możnaby zraziki zrobić mniejsze, a sos trochę mniej gęsty -- wyszłaby fajna zimowa zupa.
1/8 l mleka
1/2 kg mielonego (mieszanego)
2 cebule
2 jajka
30 g pasty z Anchovis
łyżka kaparów
Do sosu:
3/4 l rosołu (z kostki)
1/4 l białego wina
cytryna (niepryskana)
6 łyżek takiego czegoś do robienia sosów -- nie wiem, jak jest po polsku, po niemiecku nazywa się Sossenbinder, albo mąki do zagęszczenia sosu
1 żółtko
60 g creme fraiche
50 g kaparów
łyżeczka pasty z anchovis
cukier
1. Zrobić masę na klopsiki z mięsa, chleba tostowego namoczonego w mleku, pokrojonej w kosteczkę cebuli, jajek i pasty z anchovis. Posiekać kaparki i dodać do masy.
2. Zmieszać rosół i białe wino, dodać pokrojoną w plastry połówkę cytryny (nie obierać). Zagotować i włożyć masę w postaci 12 klopsików (powinny być przykryte płynem). Na małym ogniu trzymać 20 minut.
3. Wyjąć klopsiki, wyrzucić plastry cytryny (klopsików proszę nie wyrzucać) i dodać sosenbindera; zagotować i zmniejszyć ogień. Zmieszać żółtko i creme fraiche, dodać do sosu (sos nie powinien się gotować, bo się zetnie). Dodać kapary, sok z cytryny, pastę z anchovis i doprawić do smaku cukrem.
Wychodzi z tego coś nasuwającego skojarzenia z komunistyczną stołówką, ale smakuje całkiem nieźle. Może oczekiwaliśmy czegoś bardziej wysublimowanego, ale i tak dobre. Możnaby zraziki zrobić mniejsze, a sos trochę mniej gęsty -- wyszłaby fajna zimowa zupa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)